Myśli i czyny prawdziwie "dobre", służące dobru nas samych oraz dobru innych, przynoszą dobro. Myśli i czyny "złe", wyrządzające nam samym i innym ludziom krzywdę, przynoszą w efekcie zło. Z zewnątrz trudno to czasami zobaczyć, bo ta ekonomia dobra i zła widoczna jest dla cierpliwych i tych, którzy patrzą nieco głębiej niż tylko fizycznym okiem.

Siła nawyku przenosi góry

Nawet kilka minut dziennie przeznaczonych na to, co się pragnie osiągnąć, ale systematycznie, przynosi w skali roku niesamowity efekt - bez wysiłku.

 

 

 

 

 

 

Nieznajomość swoich własnych potężnych zasobów

Obserwując siebie oraz innych ludzi widzę pewną bardzo prostą zależność, z której nie wszyscy korzystają świadomie - być może nie wiedząc o niej, a być może nie wierząc jak potężną potrafi mieć siłę.
Siłę nawyku.
 
Nawyk rodzi się z reguły poprzez powtarzanie czegoś systematycznie z towarzyszącymi temu emocjami - i to niezależnie od tego czy emocje są przyjemne czy nie. Są one “utrwalaczem”, “spoiwem”, "iskrą" generującymi w strukturze naszego organizmu połączenie nerwowe, dzieki któremu ćwiczona umiejętność lub pożądany stan, kiedy stają się nawykiem, nie potrzebują, aby o nich świadomie myśleć, kiedy z nich korzystamy.
 

Jak powstaje nawyk?

Czy ktoś się zastanawiał skąd umiemy dobrze i sprawnie gotować wieloskładnikowy obiad? Czy tą umiejętność w takiej formie mieliśmy od pierwszego dnia, kiedy ugotowaliśmy coś po raz pierwszy? Albo nawet jak kroiliśmy warzywa pierwszy raz, a jak kroimy je teraz, po wielu powtórkach?
 
A jak z pływaniem? Jazdą na rowerze, rolkach, nartach? Jak z nauką chodzenia, kiedy byliśmy mali, nauką ojczystego języka?
 
Jak z wieloma codziennymi czynnościami jak golenie czy nakładanie makijażu?
 
A co się dzieje jeśli podoba się nam jakaś piosenka i puszczamy ją sobie wiele razy i jej tekst sam nam się zapisuje w głowie?
 
To wszystko są to często powtarzane czynności, które po dziesiątkach, setkach i tysiącach powtórzeń zamieniają się w rzecz, przy której można robić nawet inne rzeczy, gdyż robimy je bez poświęcania im zbyt dużej uwagi. Nasze ciało i całe jestestwo mają je zautomatyzowane.
 

Jak wykorzystać ten mechanizm świadomie do swoich celów?

Czynność nie musi być wykonywana jednorazowo długo i intensywnie, aby po jakimś czasie można w niej było osiągnąć mistrzostwo. Powiedziałabym nawet, iż zbyt duży wysiłek (chyba, że wiąże się z ogromną przyjemnością) może zniechęcać i kolejne próby odsuwać w czasie, zwiększając szansę na porzucenie przez nas nauki planowanej umiejętności. Musi być jednak wykonywana SYSTEMATYCZNIE, aby “weszła nam w krew” i aby dzień bez niej wydawał się dniem bez umycia zębów.
 
Pamiętam siebie samą jak zaczęłam studiować japonistykę lata temu i jedyne dostępne zajęcia z angielskiego na moim roku były na poziomie zaawansowanym, a ja byłam zaledwie na nieco wyżej niż początkującym. Nie utworzono dla mnie jedynej grupy początkującej, a wszyscy na moim roku w dziedzinie angielskiego przewyższali mnie we wszystkim. Ja nawet miałam problem ze zrozumieniem tego, o czym się w ogóle mówi na zajęciach. Czułam się z tym fatalnie. Nie widziałam jednak innego wyjścia jak podnieść swój poziom angielskiego. To nie były czasy internetu i obecnych możliwości. Nawet nie było specjalnie wielu anglojęzycznych książek na rynku. Uczyło się wtedy z płyt (bynajmniej nie CD jeszcze), kaset magnetofonowych i starych szkolnych podręczników, które były szare i najczęściej bez ilustracji. Cóż to jednak znaczy wobec motywacji do nauki?
 
Postanowiłam sobie wówczas, że poświęcę każdego dnia pół godziny na naukę (miałam tak wypełniony tydzień, że w gruncie rzeczy wiele więcej nie miałam do dyspozycji) i w ciągu tych krótkich odcinków skupię się tylko na tym. W 100%. Czułam jakimś siódmym nawet zmysłem, że to wystarczy i że nawet więcej nie byłabym w stanie na raz zrobić przy takim obłożeniu zajęciami. Na początku było mi niełatwo się zmobilizować, ale tak bardzo chciałam rozumieć co mówią do mnie nauczyciele i co jest napisane w anglojęzycznych podręcznikach do japońskiego, że opór zamieniałam w kolejne pół godziny nauki. Świątek - piątek, deszcz czy słońce, niedziela czy święto - nieważne. Obiecałam sobie, że nie odpuszczę.
 

Efekt motyla, który wywołuje tsunami

Te pół godziny na raz wydawało się tak krótkim czasem, w ciągu którego niewiele jest się w stanie przyswoić, że często miałam wrażenie, że stoję w miejscu. Jakiś złośliwiec w moim wnętrzu naigrywał się ze mnie, że to nie ma sensu, bo żeby poznać język, potrzeba drogich lekcji z nauczycielem, wyjazdów do krajów anglojęzycznych albo chłopaka z Anglii. A ja nie miałam dostępu do żadnego z tych elementów. Ten film ze mną do niczego w roli głównej wyświetlał mi się często w moim mentalnym kinie i podkopywał morale. Parę razy zdarzyło mi się z tego powodu nie zasiąść do nauki i popaść w zwątpienie i beznadzieję. Czułam się z tym jednak tak źle - jakbym zdradzała najlepszego przyjaciela - że odechciało mi się nie chcieć się mobilizować. Czy mam dobre efekty czy nie, uznałam, że jednak siadanie do własnych zajęć kosztuje może więcej wysiłku fizycznego, ale za to nagroda w postaci satysfakcji po nich - jest bezcenna.
 

Zapomnieć o celu i cieszyć się drogą do niego wiodącą

Co najśmieszniejsze, z czasem zapomniałam, że kiepsko mi idzie na zajęciach z angielskiego na uczelni i że muszę walczyć o utrzymanie głowy na powierzchni na każdej lekcji. Coraz większą frajdę zaczęła mi sprawiać samodzielna nauka. Prawie nie mogłam się doczekać, kiedy wyrobię się z obowiązkami i zasiądę do mojej “świętej” pół godziny z angielskim.
 
Pod koniec pierwszego roku akademickiego dotarło do mnie podczas jednych z zajęć, że nie tylko, że rozumiem wszystko, co mówi nauczyciel oraz koledzy i koleżanki z roku, ale że ja sama też umiem się całkiem sensownie po angielsku wypowiedzieć. Przeżyłam szok…
 
A to było “tylko” pół godziny dziennie (z paroma ciężko potem pożałowanymi wyjątkami) przez kilka kolejnych miesięcy.
 

Małe kroki, ale systematycznie, robią różnicę. Nie ma w tym magii

Nie ma tutaj wyjątków. Jeśli tylko czegoś chcemy, da się to osiągnąć małymi krokami. Nie ma magicznych pigułek, po których połknięciu osiągniemy czy wymarzoną figurę, czy poziom językowy czy jakąkolwiek umiejętność lub stan, osiąganiu którego nie poświęcimy systematycznie czasu z maksymalnie na tym skupioną uwagą. Efekt nie pojawi się natychmiast, ale jeśli będziemy cierpliwi i uparci - pojawi się nieuchronnie. Jeśli uda nam się cieszyć samym procesem nauki - nawet nie zauważymy, kiedy się pojawi… a nawet może nam już na nim aż tak bardzo nie zależeć.
 
 

 

Powrót na górę strony

29 stycznia 2021

Lista artykułów

Lista kategorii tematycznych

zapraszam na mój profil na Instagramie:
pytania, które - zmieniając świadomość - zmieniają życie

Uzdrawianie siłami natury

Agnieszka Pareto

SESJE INDYWIDUALNE

online

KLIKNIJ po więcej informacji

KONTAKT

kontakt@agnieszkapareto.com